Czyli podróż Kraków - Edinburgh.
Dwadzieścia parę godzin, podczas których wiele się działo...
Zatrzymani przez niemiecką policję, przeszukani na okoliczność. Złapani na gorącym uczynku!
Dzieła sztuki-sztuk jeden, czyli Przodek.
Narkotyki, sztuk w ampułkach 40, czyli Biostymina (na odporność).
Gęsto było trzeba się tłumaczyć.
Puszczono nas jednak wolno. Po okazaniu paragonu z apteki na Biostyminę i po wykazaniu jednoznacznego podobieństwa z Przodkiem widniejącym na obrazie, przy akompaniamencie wyjących kotów (one też włączyły się do tłumaczeń, w końcu biostymina dla nich, a Przodka rodziny wypierać się nie wolno).
Do tego jeszcze na rodzimej niemieckiej produkcji jakieś szachrajstwa czynimy, bo auto znane z sylwetki, a zamiast takiego logo
Ma takie
Coś tu nie gra!
To jeszcze o mafię samochodową nas posądzić by można!
Ale dali spokój.
I tak ruszyliśmy dalej, parskając co chwila śmiechem, bo sytuacja pachniała Chmielewską.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Jedna z rodzinnych rozmów odbyta jakiś czas wstecz:
-Kiedy w Polsce lepiej będzie?
-Jak będziemy więcej zarabiać.
Jak na emeryturze będziemy się po świecie "bujać".
Kiedy opieka zdrowotna będzie lepsza.
............itd
-Tak, a ja sobie myślę, że takim nie bezpośrednim znakiem będzie, kiedy w radiu "na zachodzie" będzie można usłyszeć polską muzykę.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Ciemno, mały ruch, gra radio. Raz jedna raz druga stacja. W nocy grają raczej spokojniej i trochę trzeba się naszukać czegoś szybszego. (Na CD miałam wtedy małżonkowego bana, bo puszczałam w kółko to samo, podobno.)
Kierowca, znaczy małżonek raz rozmową zajmowany, innym razem sam się sobą zajmuje śpiewając sobie. A głos ma iście anielski (jeśli wiecie co mam namyśli ;) )
Jestem wesoły Romek,
Mam na przedmieściu domek,
A w nim:
wodę,
prąd
i gaz....
Idzie dysc, i buza, idzie sikawica
Uleje, usiece, uleje, usiece
Janickowe lice...
Z tyłu słychać wtórującego kota, który nie wiedzieć czemu to robi. Z podziwu dla wykonania ,czy może całkiem odwrotnie. Aż tu nagle z odbiornika jakieś znajome dźwięki dobiegają... Artysta i jego chórek ( małżonek z kotem), tzn najpierw artysta, a potem za nim chór, milkną. Ja na małżonka spoglądam, on na mnie. Widać w naszych oczach, że myślimy o tym samym. Ta sama myśl, w tym samym momencie (wiecie o co chodzi), ale żadnemu nie chce przejść owa myśl przez gardło. Ali by to już?! Tak szybko? Czy coś przeoczyliśmy? Kiedy się to stało i jak?
Lady Pank?
Tak, Lady Pank (już nie pamiętam która piosenka, ale to nie istotne), po polsku. A może to jakieś omamy słuchowe? Ale zbiorowo? Jeśli dwoje można zbiorem nazwać? (Belgia jakaś, Holandia a może już nawet Francja to była!) To my już w Europie jesteśmy! Nie może być! Dosłownie i w przenośni. My jak my, ale cały naród nasz! Polska nasza!
Piosenka minęła a z radia słychać:
" Tu Radio Wolna Europa..."
Morał chyba nie potrzebny, w każdym razie na pewno coś o naiwności było by...
Podróży tej (zreszta jak wielu innych, które przeżyliśmy) nie zapomnę nigdy. Ten natłok uczuć, rozterek i przerażenia w jednym nie pozwoli na to. A wszystko miejsce mmiało jakiś rok temu...
PS Tak, to kiedy kiedy będziemy w Europie?.....