Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dylematy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dylematy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 grudnia 2012

2012/2013

 









                  




Pomiędzy niechęcią do ekshibicjonizmu, a chęcią kontaktu.
Pomiędzy awersją do pokazania ot tak tego, co myślę, lubię. A jednak radością, że ktoś może myśleć podobnie, może lubić to samo.
Dylematem, czy ma sens pisanie tak, że może przeczytać to każdy (nad czym kontroli żadnej nie mam), a frajdą z każdego komentarza.
Upłynął kolejny rok tu ......
 
 
 

 
 
 
A w prawdziwym życiu... był to rok przedziwny. Kiedy się zaczynał myślałam, że nie jestem jego ciekawa. Byłam przekonana o jego niechybnej paskudności. I był parszywy. Kończy się jednak niespodziewane dziwacznie, dobrze? A jak dalej będzie??? Co mnie tym razem zaskoczy i czy w ogóle???
No to tyle roztkliwiania się nad pierdołami, bo jak się to mówi "było, minęło"!


PS Niech dla Was będzie taki jak tylko sobie wymarzycie!
     Do siego!

 





sobota, 14 kwietnia 2012

Zima, panie baranie






Jak długo to tak jeszcze będzie?!

Próbowałam do nich (owiec) zagadać. Wiecie tak choćby o pogodzie. One jednak systematycznie ignorowały moją osobę. I teraz to już nie wiem, czy to moje zdolności lingwistyczne, czy może panująca aura. Bądź jedno i drugie równocześnie.
Ale swoją drogą,  taką "mrożoną sałatę" wcinać ? ;)

PS Kiedy będzie cieplej?

niedziela, 1 kwietnia 2012

O tym jak niedzielny rozkład jazdy okazał się być przestarzały, czyli do lata piechotą będę szła...

Mieszkałam w kilku miejscach. Jednym z nich było Ratho. To malutka wioska pod Edinburghiem. Po wprowadzeniu się, następnego dnia poszłam do pracy. Kiedy wracałam autobusem nagle pan miły kierowca na jednym z przystanków oznajmił, że to koniec trasy.
Nie może być, pomyślałam, ale grzecznie wysiadłam ( raczej nie mam zwyczaju awanturowania się). Nie mogłam jednak ogarnąć tego końca, bo to przecież nie moja wioska, a ona na końcu przecież. Nie chcąc jednak wdawać się w dyskusje z kierowcą, który zapewne wiedział co robi, zaczęłam sprawdzać rozkład jazdy. A z niego jasno wynikało, że w niedzielę, o tej właśnie porze każdy autobus mojej lini ma właśnie tutaj koniec...
Ja wynajęłam dom, co dopiero, a w niektóre niedziele będę musiała pracować i w te właśnie niedziele mój koniec nie będzie końcem, tylko inny koniec będzie końcem. I tak siedząc na ławce, majtając nogami z rozpaczy, przy czarno rysującym się scenariuszu najbliższego półrocza zanuciłam:

Do Ratha, do Ratha piechotą będę szła aaa aaa

To było jedyną myślą, jaką na tamten czas byłam w stanie wyprodukować w swojej głowie. I to myślą z gatunku tych uporczywych, nawracającą z częstotliwością dosyć wzmożoną.



Myśl owa kotłowała się w mojej głowie, niczym pranie w wirującej pralce aż tu patrzę, a tu autobus. Mojej linii autobus (!) i pan inny, ale też miły kierowca (tutaj większości kierowców jest bardzo miła)się pyta:
-Wsiadasz?
Nieśmiało opowiedziałam
-Ale do Ratho?
-Tak do Ratho.

Przez pół roku, kiedy zdarzyło  mi się w niedzielę pracować a potem, po pracy wracać do domu, na owym przystanku słyszałam tę samą piosenkę, ale już zawsze zmodyfikowaną:

Do Ratha, do Ratha piechotą nie będę szła aaa aaa


( http://www.youtube.com/watch?v=PG6R4Yi4wlo )

PS Rozkład jazdy był przestrzały. Kiedyś i owszem żaden autobus niedzielny nie dojeżdżał do końcowego przystanku, ale na moje szczęście został zmieniony i tylko co drugi nie miał końca gdzie mieć powinien.
PS2 To co idziemy do lata?!

piątek, 23 grudnia 2011

Jak jednej nocy byłam przemytnikiem dzieł sztuki, narkotykowym dealerem i świadkiem polskiej ekspansji


Czyli podróż Kraków - Edinburgh.
Dwadzieścia parę godzin, podczas których  wiele się działo...
Zatrzymani przez niemiecką policję, przeszukani na okoliczność. Złapani na gorącym uczynku!

Dzieła sztuki-sztuk jeden, czyli Przodek.



Narkotyki, sztuk w ampułkach 40, czyli Biostymina (na odporność).




Gęsto było trzeba się tłumaczyć.
Puszczono nas jednak wolno. Po okazaniu paragonu z apteki na Biostyminę i po wykazaniu jednoznacznego podobieństwa z Przodkiem widniejącym na obrazie, przy akompaniamencie wyjących kotów (one też włączyły się do tłumaczeń, w końcu biostymina dla nich, a Przodka rodziny wypierać się nie wolno).
Do tego jeszcze na rodzimej niemieckiej produkcji jakieś szachrajstwa czynimy, bo auto znane z sylwetki, a zamiast takiego logo


Ma takie




Coś tu nie gra!
To jeszcze o mafię samochodową nas posądzić by można!
Ale dali spokój.
I tak ruszyliśmy dalej, parskając co chwila śmiechem, bo sytuacja pachniała Chmielewską.



>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Jedna z rodzinnych rozmów odbyta jakiś czas wstecz:
-Kiedy w Polsce lepiej będzie?
-Jak będziemy więcej zarabiać.
Jak na emeryturze będziemy się po świecie "bujać".
Kiedy opieka zdrowotna będzie lepsza.
............itd
-Tak, a ja sobie myślę, że takim nie bezpośrednim znakiem będzie, kiedy w radiu "na zachodzie" będzie można usłyszeć polską muzykę.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Ciemno, mały ruch, gra radio. Raz jedna raz druga stacja. W nocy grają raczej spokojniej i trochę trzeba się naszukać czegoś szybszego. (Na CD miałam wtedy małżonkowego bana, bo puszczałam w kółko to samo, podobno.)
Kierowca, znaczy małżonek raz rozmową zajmowany, innym razem sam się sobą zajmuje śpiewając sobie. A głos ma iście anielski (jeśli wiecie co mam namyśli ;) )

Jestem wesoły Romek,
Mam na przedmieściu domek,
A w nim:
wodę,
prąd
i gaz....

Idzie dysc, i buza, idzie sikawica
Uleje, usiece, uleje, usiece
Janickowe lice...

Z tyłu słychać wtórującego kota, który nie wiedzieć czemu to robi. Z podziwu dla wykonania ,czy może całkiem odwrotnie. Aż tu nagle z odbiornika jakieś znajome dźwięki dobiegają... Artysta i jego chórek ( małżonek z kotem), tzn najpierw artysta, a potem za nim chór, milkną. Ja na małżonka spoglądam, on na mnie. Widać w naszych oczach, że myślimy o tym samym. Ta sama myśl, w tym samym momencie (wiecie o co chodzi), ale żadnemu nie chce przejść owa myśl przez gardło. Ali by to już?! Tak  szybko? Czy coś przeoczyliśmy? Kiedy się to stało i jak?
Lady Pank?
Tak, Lady Pank (już nie pamiętam która piosenka, ale to nie istotne),  po polsku. A może to jakieś omamy słuchowe? Ale zbiorowo? Jeśli dwoje można zbiorem nazwać?  (Belgia jakaś, Holandia a może już nawet Francja to była!) To my już w Europie jesteśmy! Nie może być! Dosłownie i w przenośni. My jak my, ale cały naród nasz! Polska nasza!
Piosenka minęła a z radia słychać:
" Tu Radio Wolna Europa..."
Morał chyba nie potrzebny, w każdym razie na pewno coś o naiwności było by...

Podróży tej (zreszta jak wielu innych, które przeżyliśmy) nie zapomnę nigdy. Ten natłok uczuć, rozterek i przerażenia  w jednym nie pozwoli na to. A wszystko miejsce mmiało jakiś rok temu...


PS Tak, to kiedy kiedy będziemy w Europie?.....


wtorek, 20 grudnia 2011

W rozsypce







Troszkę dłubię. Co z tego wyjdzie, nie wiem. Paluchy bolą od szlifowania. Jak zwykle za późno się zabrałam. Zawsze tak jest, ale to przez to, że nigdy nie mogę się zdecydować co będę robić, co kupię. No taki mój urok. Jeszcze kilka dni zostało, może zdążę jakoś to ogarnąć.




Pomocnik jak co roku pomaga. Tu ucho widać. Drugi śpi, też jak co roku. Trzeci obiecuje pomóc, ale jak z tą pomocą będzie? Tego nie wie nikt. Ale to nie tak żebym narzekała.

....................................................................................


Ehhhhh, wszystko fajnie tylko czemu tak daleko od domu.

sobota, 17 grudnia 2011

Się cieszę!



Miał być regał na książki, będzie komoda... A kto powiedział, że książki muszą na regale stać?!
Regał pewnie też się pojawi, ale dopiero wtedy jak jakiś, tak jak ta komoda powie "kup mnie, ja muszę być twój".
Komoda niestety w złym stanie. Poradzić trzeba będzie coś na to, ale nie wiele, bo właśnie taka się mi podoba!
Czeka mnie teraz małe przemeblowanie...


Byliście kiedyś na aukcji?  Zastanawiam się gdzie ci ludzie uczą się tak szybko mówić??? A może to taki talent wrodzony trzeba mieć? Wszystko się tak szybko toczy tam, że nawet nie byłam pewna do końca, czy ja tę swoją upragnioną komodę kupiłam, czy nie! Wszystko jednak dobrze się skończyło. Komoda stoi już u mnie.

niedziela, 4 grudnia 2011

List

Święty Mikołaju

Ja o wiele prosić nie będę. Wiem, mamy recesje, która zapewne i Ciebie dotknęła.
Ja bym tylko poprosiła o trochę włóczki, ale takiej ładnej, kolorowej. Jeśli to za dużo, to o taką oto




Dolly, albo może lepiej stadko,żeby tej jednej nie było smutno. (Z nadmiarem wełny ja sobie poradzę, nie musisz się martwić.)
 To tylko z troski, a nie z zachłanności mowa już o kilku. Popatrz, Ty sam nie jesteś przecież. Masz te no renifery i pomocników...




Pies, w sumie też się przyda do pilnowania tychże. No i wiesz, gdzieś te owieczki mieszkać muszą. W bloku się nie da.(A szkoda, bo sprawa rozwiązana byłaby. Wiesz w bloku wielu rzeczy się nie da...) To jeszcze jakąś polankę dla nich...Acha malutką bacówkę, bo daleko miałabym do nich, by je doglądać.
Jeśli to możliwe w trochę lepszym stanie niż ta:





I ja już sobie sama tę włóczkę, żebyś się nie musiał już trudzić ni recesją przejmować!


Byłam grzeczna, o ile możliwe to tylko było.

Poproszę

PS za rok mogłabym Cię oscypkiem ugościć! Co Ty na to?
(To nie jest próba przekupstwa, o nie !)

sobota, 19 listopada 2011

Sesja zdjęciowa

Zapewne znajdzie się tu ktoś kto ma zwierzaki. Nie wiem jak u Was ale ja mam duży problem ze znajdowaniem akcesoriów dla wyżej wymienionych. Tzn ależ są. Nie, co tam, jest ich nawet ogrom nieskończony. Ale! Nic, ale to nic się mi nie podoba. A i z funkcjonalnością bywa różnie. Drapaki, które się przewracają lub nie da się po nich drapać. Miski z których nie chcą jeść ich właściciele. Itd
U mnie chyba nic co jest przeznaczone dla kociego użytkowania nie jest kupione w sklepie dla zwierząt. Kurcze apel do przedsiębiorczych: Poprosiłabym o coś ładnego, funkcjonalnego.


Bo czasem bywa tak ( u mnie):

Te zdjęcia gdzieś w internecie znalezione, ale też i u mnie częste takie widoki:






U mnie za legowisko dziecięcy fotel służy. Dobry pomysł, bo łaskawie koty chcą korzystać z niego. Jest to jakaś konkurencja dla klawiatury na ten przykład. A za drapak "noga" od regału owinięta sznurkiem (nie ma opcji by się taki drapak przewrócił).





A mogłoby coś np takiego do produkcji wejść...































Poproszę!


Acha, abażur skończony.







sobota, 14 maja 2011

Fryzjerski koszmar

Nienawidzę fryzjerów!
Nawet mój kot ich nie lubi. Ma rację! Nie wiem co prawda, czy weterynarza można nazwać fryzjerem, ale maszynkę do golenia miał? Miał! To fryzjer! Może skrytofryzjer, ale fryzjer! I "na fantę" mi mojego własnego kota!
Wracając do rzeczonego...muszę się do niego wybrać. Powinnam.
Nienawiść do fryzjerów wyssałam wraz z mlekiem matki. Tylko, że mam to po ojcu, ale nic mi tu innego nie pasuje, jak to właśnie. Kiedyś (z rodzinnych opowiadań) wyszedł (ojciec nie fryzjer) w trakcie strzyżenia. Czasem też tak się czuję, ale powstrzymuje mnie tylko jedna myśl: a który to fryzjer miałby być lepszy?! No pójdę, ale nie dziś, kiedyś, w najbliższym czasie...

PS Włosy mają tę własność, że odrastają! Na szczęście!