niedziela, 31 lipca 2011

Sobotnio-niedzielne nic nie robienie




Dziś trochę Edinburgha...
Środek miasta, a można natrafić na takie rarytasy.
St Anthony's Chapel

Miałam przyjemność większą i mniejsza mieszkać w kilku miejscach UK. Jedne milej wspominam, inne trochę mniej , ale Edinburgh jest miejscem gdzie, gdyby nie pogoda, zostałabym na stałe. Po pierwsze miasto to jest gdzieś jednak podobne do Krakowa, skąd pochodzę. A po inne można znaleźć tu wszystko, od cywilizacji do przyrody, od morza (czyt zatoki) po góry, od kultury po rozrywkę... Nie wsiadając w auto można zająć swój czas, tu na miejscu. Czyli jak dla mnie, mieć wakacje u siebie, cały rok, na okrągło.

Tu z trochę dalszej odległości. Nie wiele widać...To mój szpiegowski aparat, niestety. Ale "ptasiogrypy" za to dobrze się prezentują!




A tak było kiedyś





I jeszcze sobą bym nie była gdyby nie:








Będzie to poduszka. A jakże! Dokładniej jej przód. Reszta do uszycia, ale to potrwa, bo szwaczka ze mnie żadna i muszę się nastroić....Maszyna do szycia jest artykułem gospodarstwa domowego, który z pietyzmem jest przeze mnie omijany. Wolę na niego patrzeć niż go używać!



środa, 20 lipca 2011

Rozwiązanie

Ponieważ u mnie jakieś takie mało sprzyjające warunki dla sof, ciągle coś łapią! Co sofa to problem. Do dnia dzisiejszego nie wiem co to jest. Natomiast jeden z moich kotów wie o tym coś więcej. Tzn tak myślę, bo czule zajmuje się zbiedzoną sofą, to jedną, to drugą. Choroba to dziwna, w każdym razie zewnętrznie objawia się świądem. Tak, tak świądem i mój kot drapie te sofy by im ulżyć. Taka to dobra i współczująca istota! Z tego to powodu staram się nie za bardzo inwestować w owe sofy... Choć chętnie stałabym się posiadaczem np. Chesterfielda

( o na ten przykład takiego)




( Tak, wiem trzeba było , jak na zdjęciu, psa sobie sprawić!)




muszę jednak zadowolić się "wersją udomowioną chesterfielda" tzn klippan + drewniane nogi...


+





Wersja prosta , raczej nie wiele dekorująca.
Pomyślałam "coś z tym zrobić trzeba!" Choroby ni w ząb wyplenić nie mogę, nie znam podłoża, a i lekarz ze mnie żaden. Wniosek, sofa "wersja Adam Słodowy Chesterfield" zostaje, to trzeba coś innego wymyślić i wymyśliłam:







Uff 100 kwadracików zrobione, połączone i przytwierdzone. Ja i moje ręce mogą odpocząć!

Z szydełkiem to jest tak, że owszem podoba mi się i niejednokrotnie coś pojawia się u mnie w domu takiego właśnie szydełkowego, ale jakoś tak wychodzi.... nie na długo. Albo ktoś przyjdzie i "adoptuje", albo mi się nudzi i "wylatuje". Ponadto boję się przedobrzyć. Szydełko tak, ale nie w ilościach hurtowych i nie w "babcinym" wykonaniu. Do babć nie mam nic. Do szydełkowania w takim wydaniu też nie, ale u kogoś, na zdjęciach, ale nie u mnie.
Ciekawe jak długo poducha miejsca zagrzeje....?

wtorek, 19 lipca 2011

Rebus



X 100




I jeszcze, żeby faktycznie 100 było



=  ?

Odpowiedź jutro! Bo 100 to bardzo dużo...



poniedziałek, 18 lipca 2011

Podczas deszczu dzieci wcale się nie nudzą!



Na prawo most




Na lewo most




A w środku Tereska płynie


A jak już dopłynęła to zobaczyła..........






Mokro było, ale warto!




I foki też widziała!

sobota, 16 lipca 2011

Na wycieczkę!

Ostatni tydzień obfitował we wszystko. Deszcz, grad, zimno, ciepło, słońce, burzę, chmury i czego jeszcze tam przyroda może nie poskąpić... Ale udało się!


Jeśli ktoś ma chwilę wolnego czasu, przypadkiem znajduje się w okolicach Edinburgha, naprawdę polecam.




Młyn jest śliczny.
Staw, niedaleko stary gołębnik, rzeczka - miejsce na piknik akurat.
Można nawet poprosić o uruchomienie, bo młyn jeszcze działa! (Wcześniej trzeba umówić)

A to na dowód, że to naprawdę młyn:







I jeszcze...







I nostalgicznie